piątek, 13 listopada 2015

~ Hejka! To znowu ja! Wybaczcie za długa nieobecność. Tera szkoła jest moim priorytetem... Niestety T^T. Mam problem bo nie mam kiedy pisać tego wszystkiego. Ale postaram się w najbliższym czasie dodać coś, nie koniecznie związane z tym paringiem. ;)


 PSYCHOPATA  II
 Co to jest ból? Dla mnie to utracić coś co się kocha, chociaż nie tylko. Boli mnie też gdy coś sobie zrobię. Ciężka sprawa...Nie wiem jak określić takie coś to po prostu boli. Czasami nie wiesz dlaczego. Może ból to tak na prawdę tylko nasz wymysł? Raczej nie... Sam nie wiem.
I o wilku mowa. Okrutny ból z tyłu głowy dawał mi się we znaki. Było ciemno. Bardzo się bałem, lecz jednocześnie kwiecista woń oplotła mnie niczym matka swoimi dłońmi, dzięki, temu mogłem odetchnąć w spokoju. Czułem się jakbym leżał na wrzosowej polanie skropionej poranną rosą.
Nie chciałem stamtąd odchodzić, nie chciałem się odsunąć od tego niebiańskiego zapachu, jednak poczułem dotyk na swoich ramionach odciągający mnie od mojego własnego Eden...
-Dobrze się czujesz ?! Nic Ci nie jest ?!- Krzyczał ktoś, potrząsając mną delikatnie. Gdy moje oczy się otworzyły dostrzegłem tego nowego chłopaka.- Przepraszam nie zauważyłem ciebie! -Kontynuował z wielkim podekscytowaniem.
-Nic mi nie jest... Wszystko w porządku. Ale za blisko...- Chłopak momentalnie zrobił się cały czerwony, zorientowałem się, że on na mnie leżał ,wtedy ja zareagowałem tak samo jak on albo i nawet jeszcze bardziej się zaczerwieniłem. Widocznie bardzo mocno się zderzyliśmy...
-Ach! Wybacz! -Krzyknął chwiejnym głosem i zerwał się jak poparzony.
-Już dobrze, nie przejmuj się. -Co prawda ja nie czułem się z tyn najlepiej ale co miałem sie popłakać jak jakaś pierwsza lepsza laska? Aż tak bardzo zdesperowany to ja nie jestem.
Gdy już miałem się podnosić, moje nogi zrobiły się jak z waty i po raz kolejny uderzyłem o podłogę. Jestem ciągle przytomny ale nie mogę nic zrobić nawet nie mogę mrugać. Cholera oczy mnie bolą. Może lepiej będzie jak je zamknę?
-Ei!!! Ei kolego! Halo!! Kurwa czemu tu nikogo nie ma! -Słyszałem głos oddalający się z sekundy na sekundę.

Kurna... Moja głowa! Co jest? Otworzyłem oczy i zerwałem się gwałtownie.
-Leo cholera ! Nie strasz mnie! -Obok mnie siedział nowy, nie spodziewałem się, że tutaj będzie chociaż w zasadzie tak myślałem, że się zjawi. -Jak się czujesz? Wiesz jak mnie przestraszyłeś? Niby: "Wszystko w porządku, nic mi nie jest."? a jebnąłeś o podłogę jak kłoda! Cholera co ty głupi czy głupi jesteś?! -Krzyczał na mnie jednocześnie co raz bardziej ściskając moja twarz, która w pewnym momencie wyglądała jak jeden wieki naleśnik.
-Przepraszam, nie chciałem. A poza tym to skąd miałem wiedzieć, że tak zareaguje! -Poirytowałem się jak nigdy.
-No ale chyba wiedziałeś, że coś ciebie boli, nie ?!
-Wybacz, że na mnie wpadłeś! Jak jakiś zboczeniec się na mnie uwaliłeś!!!
-Że ja ?! -Krzyknął.
-No nie ja! -Wrzasnąłem. Byłem zdziwiony, że tak w ogóle umiem. Naprawdę rzadko nie się to zdarza.
-Ja ciebie tutaj przywlokłem debilu! Gdyby nie ja zdychałbyś w tej klasie... -Powiedział naburmuszony.
I w taki oto sposób nasza kłótnia się przerwała. Chłopak zauważył, że chyba przesadził. Miał rację, zrobiło mi sie bardzo przykro i to może nawet nie z tego powodu, że na mnie krzyczał ale dlatego, że całą rozmowę zaczęliśmy od kłótni...
-Przepraszam. -Szepnął siadając na łóżko pielęgniarskie, na którym leżałem.
-Nic się nie stało.
-To jak się czujesz? -Zapytał zatroskany.
-Dobrze, dziękuję. Naprawdę mnie tutaj przyniosłeś?- Zapytałem nie dowierzając.
-No tak! Co ty myślisz, że ja siły nie mam czy co?  A tak ogólnie to bardzo lekki jesteś wiec nie ma problemu. A i pielęgniarka mówiła, że to dlatego tak sie poczułeś bo nie jadłeś na pewno od rana. -Popatrzył na mnie takim wzrokiem jakby chciał powiedzieć coś w stylu matki "Bez śniadania nie wyjdziesz" albo "Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia! Jak go nie zjesz to zasłabniesz!". W zasadzie to to właśnie się stało... -Byłeś bardzo blady prawie jak ściana... -Opowiadał ale ja skupiłem się na jego ustach, które i tak już przedtem zauważyłem. -To co ty na to? -Zapytał.
-Eee? -Nie wiedziałem o czym mówił... Kurde ale wtopa!
-Słuchałeś mnie?
-Tak ale zamyśliłem się na chwilkę. O czym mówiłeś?
-Ehhh... Spoko. No pytałem się czy nie wyskoczysz ze mną gdzieś po szkole do maka albo coś. Zjesz to lepiej się poczujesz. Pójdziemy do Macka coś zjemy. Co ty na to? -W tym momencie zamarłem. Cały zrobiłem się czerwony. Czy to będzie randka?! -No wiesz, będę spokojniejszy.
-No spoko. -Wydusiłem, spuszczając szybko głowę. Byłem taki podekscytowany ale jednocześnie tak zawstydzony.
-Masz lekcje godzinę dłużej prawda? 
-Tak ale... Wiesz możemy się spotkać po szkolę naprawdę nie musisz na mnie czekać. Wydaje mi się, że i tak nie masz dużo czasu i wiesz poza tym zaraz są testy więc pewnie będziesz musiał się uczyć...- Cholera... Żałuję tego, że się zgodziłem. Tak bardzo chcę to odwinąć! Nie chcę się w nim zakochać! A dodatkowo rzuciłem debilnym uśmiechem. Źle się z tym czuje. Bo z jednej strony chcę kogoś poznać, tworzyć piękne chwilę z tą osobą ale z drugiej jeśli ma to być chłopak to nie wydaje mi żeby to wypaliło. Poza tym.... Z chłopakiem?! Ja jebie o czym ja myślę... Chcę się z nim zakolegować ale nie wydaje mi się, żeby z mojej strony było to uczucie czysto przyjacielskie.
-Daj spokój! Idiota... -Klepną mnie w tył głowy.
-Ei! -Chwyciłem poduszkę i z całej siły uderzyłem nią w jego twarz.
-Hahaha! Ei co ty?! -Nie bierz tego tak do siebie. -Śmiał się ze mnie.
-Nie rób tak.
-Uhuhuhu.... Straszny! Weź stary tej japy nie krzyw bo laski wszystkie pouciekają. -Uśmiechną się szeroko i tym prazem poklepał mnie po głowie. W miejscu, w którym mnie dotkną odczuwałem mrowienie i przyjemnie ciepło. Już nie byłem zdenerwowany. Tak jakby przez ten jeden dotyk moje całe ciśnienie zleciało. -Wiesz co? Nie przejmuj się tymi nadętymi laskami. Mają siano zamiast mózgu wiec zlewaj je. -Pocieszał mnie uśmiechając się ciepło. -Głupie są. Nie zmienisz ich chodź byś robił wszystko co w twojej mocy. Tacy ludzie się czasem trafiają i nie warto psuć sobie na nich nerwów. Zastanawia mnie czy są takie na co dzień, no wiesz w domu i tak dalej. -Zaśmiał się.
-Byłem z nimi przez ponad 10 lat w jednej klasie więc, już się w miarę przyzwyczaiłem.
-Do takich rzeczy nie da się przyzwyczaić... -Chciał zgrywać silnego ale chyba coś mu leżało na secu bo  miał taka minę jakby miał zaraz się rozpłakać. -Wiesz... -Nabrał dużo powietrza w płuca. -Przez właśnie takie osoby w zasadzie się przeniosłem... Miałem kilka nieprzyjemnych sytuacji. -Śmiał się jednak jego oczy były całe zaszklone. Ciekawe dlaczego tak reaguje... Czyżby tamci ludzie zrobili mu aż tak wielką krzywdę? -Za każdym razem kończyło się tym, że to moja wina bo to ja wszystkich prowokowałem i takie tam... Najbardziej mnie w tych sytuacjach dotykało to, że moi rodzice mi nie wierzyli aż do momentu kiedy... Ach!! Zapomniałem! -Przerwał nagle. -Yyyyyy... To idziemy do Macka? 
-No tak, mówiliśmy na początku.- Zdziwiłem się.
-Ach tak? -Zaśmiał się zażenowany. -Przepraszam zapomniałem. -Coś mi się wydaje, że ten temat jest jeszcze bardziej drażliwy dla niego niż dla mnie. W zasadzie dobrze, że z mienił temat bo mi też zaczęła się udzielać nieprzyjemna aura.
  Nie wiedziałem, że człowiek wyglądać tak uroczo gdy się martwi. Znowu o nim myślę... Ale ten jego zapach, ciepło sprawiały, że marzyłem o tym aby go dotknąć, przytulić, zrobić takie rzeczy, których nigdy by nie zapomniał. Ciągle mnie prześladuje tylko to, że to chłopak ale ja naprawdę nie wytrzymam długo. Nie chcę tak....
   Wstałem i zacząłem się pakować, pościeliłem łóżko i gdy już miałem się żegnać chłopak załapał mnie za nadgarstek. Zamarłem.

wtorek, 22 września 2015

   Witam na moim blogu!
 Po pierwsze chcę powiedzieć, że bardzo się cieszę. Nie na co dzień widzi ktoś moje wypociny. Posty będę się starała zamieszczać regularnie. Pewnie nie są za dobre ale robię to dla własnej satysfakcji, chociaż wszelkie uwagi są jak najbardziej mile widziane. No to chyba tyle!  Mam nadzieję,że spodoba wam się!





 Psychopata


  Obudził mnie irytująco dzwoniący budzik, który dzwoni co najmniej pięć razy w tygodniu o tej samej porze. Wstałem i jak co dzień udałem się do łazienki, aby przeczesać włosy, które i tak zawsze są rozczochrane z nieznanego mi powodu. Umyłem zęby, ubrałem mundurek i zeszedłem na dół na śniadanie. Po posiłku udałem się do szkoły no i znowu to samo. Wszyscy mnie ignorują, w zasadzie moje życie nie należy do ciekawych.
 Nie mam przyjaciół żeby z nimi gdzie ktokolwiek wychodzić. Może to dlatego mnie nie lubią bo jestem za cichy?
-Proszę wstać.- Powiedział nauczyciel wchodząc do klasy razem z jakimś chłopakiem. -Witajcie. Chcę wam przedstawić nowego kolegę, będzie on uczęszczał od dziś z wami do kasy. Przedstaw się proszę. -Powiedział patrząc w kierunku chłopaka.
-Hej, nazywam się  Lee Hongbin. -Powiedział to w taki sposób jakby się w ogóle nie interesował zaistniałą sytuacją.
-A więc dobrze Lee, usiądź w tamtej ławce. -Powiedział nauczyciel wskazując na miejsce za mną.
    W zasadzie to nie chciałem żeby tu siadał. Wyglądał na osobę, która kpi ze wszystkiego i wszystkich, był za to bardzo przystojny. Miał ciemne czekoladowe włosy, każdy kosmyk uciekał w inna stronę lecz pasowało mu to. Oczy były jak czarna dziura , która pochłania wszystko i wszystkich. Jego skóra była jak płatki śniegu. Taka delikatna i jasna, chciałbym móc jej dotknąć i zobaczyć jak bardzo jest miękka i gładka. Usta natomiast miały idealny kształt a ich kolor kojarzył mi się z kwiatami wiśni ciekawe jak smakują.
"O czym ja do cholery myślę?! Przecież to chłopak." Krzyczałem w myślach na samego siebie.
    Lee wziął swoją teczkę i udał się do ławki wskazanej przez nauczyciela. W pewnym momencie nasze oczy się spotkały, poczułem jak moje policzki przybierają rumianego koloru i było tak jak sądziłem jego ciemnie oczy pochłaniały mnie niczym czarna dziura. Nie wiem czy dobrze zauważyłem ale on chyba też się zaczerwienił. W ty momencie przestał wyglądać na chuligana, zamienił się w słodkiego nieśmiałego chłopca ,któremu gdy powie się komplement nie wie jak odpowiedzieć i uśmiecha się niezdarnie.
Chłopak położył swoją teczkę przy biurku i zaczął się rozpakowywać. Prze całą lekcje nie mogłem się skupić, ciągle myślałem o tym że tak piękna osoba za mną siedzi. Czułem jego wzrok na moim karku. Prawdopodobnie tylko mi się to wydawało, ale bardzo chciałbym aby była to prawda. W czasie lekcji zacząłem się zastanawiając jak wyglądają związki męsko męskie. Czy to różni się od normalnego związku? Bo przecież nie jest to normalna sytuacja. W zasadzie nawet nie wiem czy się zakochałem, szczerze bym tego nie chciał. Boję się wzroku tych wszystkich ludzi, którzy by na mnie patrzyli po dowiedzeniu się całej prawdy o mnie. Bałbym się również słów wypowiedzianych prze ojca.
Jest on bardzo surowym człowiekiem, jest wierny swoim przekonaniom za wszelką cenę. Kiedy byłem mały nie spędzałem z nim wiele czasu. Sam nie wiem czy nie lubiłem z nim rozmawiać czy może przytłaczał mnie swoją osobą, nawet jakbym chciał porozmawiać to nie było żadnych tematów do rozmowy. Jako dziecko nie byłem skory do rozmów. Nie lubiłem tłoków. Starałem sprawiać jak najmniejszy zawód. Nie lubiłem jak ktoś mi się narzuca, więc i ja starałem się tego nie robić. Z resztą, ojciec zawsze uważał mnie za jakiś niewypał, więc nie przejmowałem się jego krytyką, chociaż czasem powiedział coś co mnie zabolało. W takich momentach zamykałem się w moim pokoju i starałem się uspokoić. W tym celu zawsze zakładałem słuchawki i puszczałem muzykę klasyczną. Na co dzień jej nie słuchałem, ale w takich sytuacjach potrzebowałem jej jak narkoman ,który stara się odstawić amfetaminę.
    Kiedyś gdy wracałem późnym wieczorem ze szkoły, zostałem napadnięty i brutalnie pobity przez prawdopodobnie czwórkę mężczyzn. Mówię prawdopodobnie bo byłem w takim szoku, że nie pamiętam nic z tamtego momentu. Wiem tylko, że upadłem z wielkim hukiem na ziemie. Czułem też wielki ból w okolicy głowy, brzucha, kolan i pleców. Jetem święcie przekonany, że w tedy zemdlałem, bo po jakimś czasie obudziłem się w łóżku szpitalnym. Jedynej rzeczy nie zapomnę do końca swojego życia to wzrok mojego ojca mówiący: "Co ty baba jesteś żeby się tak pobić? Co z ciebie za dziecko? Ty masz być moim synem?".
    Nagle zrobiło mi się bardzo przykro. Do oczu napłynęły mi łzy. "No cóż, było minęło."- pomyślałem. Teraz staram się nie zwracać na to uwagi, no bo po co, żeby sobie życie uprzykrzać? Jestem ciekawy czy Lee dałby radę ze mną coś zrobić, żebym otworzył się tak jak inny ale jak się tak zastanowić to dla mnie to nie jest osiągalne.
-Jezu! Znowu to samo!- Krzyknąłem poirytowanym głosem, gdy przypomniałem sobie o tym że znowu o nim myślę. Tylko zapomniałem się trochę... Trwała lekcja. Wszystkie oczy były skierowane na mnie. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
-Leo? Wszystko w porządku? -Spytał nauczyciel, ściągając lekko okulary ze swojego nosa.
-Yyy... -Wstałem szybko. -T-tak! Ja, ja tylko... Kolejny raz... Zadanie źle zrobiłem.- Zacząłem się jąkać. Starałem kłamać jak najlepiej ale wychodziło mi to.
-Czyżby? -Spytał nauczyciel. -A wiec jeśli tak to proszę zostań na dodatkowej lekcji. Omówimy ten problem, dobrze?
-Jasne. -Odparłem cicho i czym prędzej usiadłem spuszczając głowę w taki sposób, aby nikt nie widział mojej twarzy.
W klasie zapanował gwar. Nauczyciel starał się uspokoić klasę a ja w tym momencie myślałem że spłonę ze wstydu. Na szczęście zadzwonił dzwonek.
Zacząłem się pakować i gdy już miałem wychodzić z klasy usłyszałem jak ktoś o mnie mówi:
-Nie rozumiem tego chłopaka! Nie wiem o co mu chodzi ale wydaje się być dziwny.
-Tak! Mi to się wydaje, że ma jakieś kłopoty ze sobą. Nie wiem, może jakieś zaburzenia osobowości albo coś w tym stylu.
-Możliwe... Mama mówiła żebym z nim nie rozmawiała bo okaże się że jeszcze jakiś zboczeniec. W zasadzie zawsze się go bałam.
Oparłem się o ścianę nie wiedząc co mam powiedzieć. Zabolało mnie to chyba jeszcze bardziej niż zachowanie mojego ojca.
Chciałem wybiec szybko, bo jeszcze trochę a rozpłakałbym się na miejscu ale nagle usłyszałem czyjś głos:
-Ei! Dziewczyny? Wy znacie tego chłopaka dobrze? -Zapytał męski głos.
-W zasadzie chodzimy z nim do klasy od podstawówki ale... Nikt się z nim nigdy nie zadawał.- Powiedziała dziewczyna.- Nigdy nie miał kolegów. Wszyscy mówią że pochodzi z rodziny patologicznej! Mówią też że jest nieobliczalny, zresztą sam widziałeś na lekcji.- Zaczęła się śmiać.
-Rozumiem... -Powiedział po krótkiej pauzie.
-Chłopak jest po prostu dziwny i lepiej się od niego trzymać z daleka. -Mówiła o mnie jak o jakimś przestępcy.
-Nie jest ci wstyd? -Zapytał twardo.
-Niby dlaczego ma mi być wstyd? - Zaśmiała się arogancko pod nosem. -Ja tylko mówię co usłyszałam. Poza tym, jakby Leo się tak nie zachowywał to nikt by nic nie mówił.
-Nie rozumiem was... Rozmawiacie na temat człowieka, którego nie znacie. Osądzacie go. Gadacie bzdury na jego temat. Wy nie macie sumienia, żeby takie rzeczy robić czy co?
-A ty co? Obrońca praw człowiek? Rdzę ci skończyć. Jesteś nowy wiec nie znasz nikogo i dzięki niewielkiej pomocy możesz skończyć jak kolega, którego tak bronisz. Nie chcemy raczej żeby coś takiego się stało, prawda?- Szeptała nieznajomemu do ucha. -Więc radze ci uważać z kim zadzierasz. Masz bardzo ładną buźkę, wiesz? Wielką szkodą było by jakby ci się coś z nią stało nie? Więc radze ci odczep się od niego. -Powiedziała ostro i chyba odeszła razem z innymi, bo usłyszałem tupot.
Stwierdzając, że nikogo już tam nie ma, postanowiłem wyjść z ukrycia.
Nagle na kogoś wpadłem.