PSYCHOPATA II
Co to jest ból? Dla mnie to utracić coś co się kocha, chociaż nie tylko. Boli mnie też gdy coś sobie zrobię. Ciężka sprawa...Nie wiem jak określić takie coś to po prostu boli. Czasami nie wiesz dlaczego. Może ból to tak na prawdę tylko nasz wymysł? Raczej nie... Sam nie wiem.I o wilku mowa. Okrutny ból z tyłu głowy dawał mi się we znaki. Było ciemno. Bardzo się bałem, lecz jednocześnie kwiecista woń oplotła mnie niczym matka swoimi dłońmi, dzięki, temu mogłem odetchnąć w spokoju. Czułem się jakbym leżał na wrzosowej polanie skropionej poranną rosą.
Nie chciałem stamtąd odchodzić, nie chciałem się odsunąć od tego niebiańskiego zapachu, jednak poczułem dotyk na swoich ramionach odciągający mnie od mojego własnego Eden...
-Dobrze się czujesz ?! Nic Ci nie jest ?!- Krzyczał ktoś, potrząsając mną delikatnie. Gdy moje oczy się otworzyły dostrzegłem tego nowego chłopaka.- Przepraszam nie zauważyłem ciebie! -Kontynuował z wielkim podekscytowaniem.
-Nic mi nie jest... Wszystko w porządku. Ale za blisko...- Chłopak momentalnie zrobił się cały czerwony, zorientowałem się, że on na mnie leżał ,wtedy ja zareagowałem tak samo jak on albo i nawet jeszcze bardziej się zaczerwieniłem. Widocznie bardzo mocno się zderzyliśmy...
-Ach! Wybacz! -Krzyknął chwiejnym głosem i zerwał się jak poparzony.
-Już dobrze, nie przejmuj się. -Co prawda ja nie czułem się z tyn najlepiej ale co miałem sie popłakać jak jakaś pierwsza lepsza laska? Aż tak bardzo zdesperowany to ja nie jestem.
Gdy już miałem się podnosić, moje nogi zrobiły się jak z waty i po raz kolejny uderzyłem o podłogę. Jestem ciągle przytomny ale nie mogę nic zrobić nawet nie mogę mrugać. Cholera oczy mnie bolą. Może lepiej będzie jak je zamknę?
-Ei!!! Ei kolego! Halo!! Kurwa czemu tu nikogo nie ma! -Słyszałem głos oddalający się z sekundy na sekundę.
Kurna... Moja głowa! Co jest? Otworzyłem oczy i zerwałem się gwałtownie.
-Leo cholera ! Nie strasz mnie! -Obok mnie siedział nowy, nie spodziewałem się, że tutaj będzie chociaż w zasadzie tak myślałem, że się zjawi. -Jak się czujesz? Wiesz jak mnie przestraszyłeś? Niby: "Wszystko w porządku, nic mi nie jest."? a jebnąłeś o podłogę jak kłoda! Cholera co ty głupi czy głupi jesteś?! -Krzyczał na mnie jednocześnie co raz bardziej ściskając moja twarz, która w pewnym momencie wyglądała jak jeden wieki naleśnik.
-Przepraszam, nie chciałem. A poza tym to skąd miałem wiedzieć, że tak zareaguje! -Poirytowałem się jak nigdy.
-No ale chyba wiedziałeś, że coś ciebie boli, nie ?!
-Wybacz, że na mnie wpadłeś! Jak jakiś zboczeniec się na mnie uwaliłeś!!!
-Że ja ?! -Krzyknął.
-No nie ja! -Wrzasnąłem. Byłem zdziwiony, że tak w ogóle umiem. Naprawdę rzadko nie się to zdarza.
-Ja ciebie tutaj przywlokłem debilu! Gdyby nie ja zdychałbyś w tej klasie... -Powiedział naburmuszony.
I w taki oto sposób nasza kłótnia się przerwała. Chłopak zauważył, że chyba przesadził. Miał rację, zrobiło mi sie bardzo przykro i to może nawet nie z tego powodu, że na mnie krzyczał ale dlatego, że całą rozmowę zaczęliśmy od kłótni...
-Przepraszam. -Szepnął siadając na łóżko pielęgniarskie, na którym leżałem.
-Nic się nie stało.
-To jak się czujesz? -Zapytał zatroskany.
-Dobrze, dziękuję. Naprawdę mnie tutaj przyniosłeś?- Zapytałem nie dowierzając.
-No tak! Co ty myślisz, że ja siły nie mam czy co? A tak ogólnie to bardzo lekki jesteś wiec nie ma problemu. A i pielęgniarka mówiła, że to dlatego tak sie poczułeś bo nie jadłeś na pewno od rana. -Popatrzył na mnie takim wzrokiem jakby chciał powiedzieć coś w stylu matki "Bez śniadania nie wyjdziesz" albo "Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia! Jak go nie zjesz to zasłabniesz!". W zasadzie to to właśnie się stało... -Byłeś bardzo blady prawie jak ściana... -Opowiadał ale ja skupiłem się na jego ustach, które i tak już przedtem zauważyłem. -To co ty na to? -Zapytał.
-Eee? -Nie wiedziałem o czym mówił... Kurde ale wtopa!
-Słuchałeś mnie?
-Tak ale zamyśliłem się na chwilkę. O czym mówiłeś?
-Ehhh... Spoko. No pytałem się czy nie wyskoczysz ze mną gdzieś po szkole do maka albo coś. Zjesz to lepiej się poczujesz. Pójdziemy do Macka coś zjemy. Co ty na to? -W tym momencie zamarłem. Cały zrobiłem się czerwony. Czy to będzie randka?! -No wiesz, będę spokojniejszy.
-No spoko. -Wydusiłem, spuszczając szybko głowę. Byłem taki podekscytowany ale jednocześnie tak zawstydzony.
-Masz lekcje godzinę dłużej prawda?
-Tak ale... Wiesz możemy się spotkać po szkolę naprawdę nie musisz na mnie czekać. Wydaje mi się, że i tak nie masz dużo czasu i wiesz poza tym zaraz są testy więc pewnie będziesz musiał się uczyć...- Cholera... Żałuję tego, że się zgodziłem. Tak bardzo chcę to odwinąć! Nie chcę się w nim zakochać! A dodatkowo rzuciłem debilnym uśmiechem. Źle się z tym czuje. Bo z jednej strony chcę kogoś poznać, tworzyć piękne chwilę z tą osobą ale z drugiej jeśli ma to być chłopak to nie wydaje mi żeby to wypaliło. Poza tym.... Z chłopakiem?! Ja jebie o czym ja myślę... Chcę się z nim zakolegować ale nie wydaje mi się, żeby z mojej strony było to uczucie czysto przyjacielskie.
-Daj spokój! Idiota... -Klepną mnie w tył głowy.
-Ei! -Chwyciłem poduszkę i z całej siły uderzyłem nią w jego twarz.
-Hahaha! Ei co ty?! -Nie bierz tego tak do siebie. -Śmiał się ze mnie.
-Nie rób tak.
-Uhuhuhu.... Straszny! Weź stary tej japy nie krzyw bo laski wszystkie pouciekają. -Uśmiechną się szeroko i tym prazem poklepał mnie po głowie. W miejscu, w którym mnie dotkną odczuwałem mrowienie i przyjemnie ciepło. Już nie byłem zdenerwowany. Tak jakby przez ten jeden dotyk moje całe ciśnienie zleciało. -Wiesz co? Nie przejmuj się tymi nadętymi laskami. Mają siano zamiast mózgu wiec zlewaj je. -Pocieszał mnie uśmiechając się ciepło. -Głupie są. Nie zmienisz ich chodź byś robił wszystko co w twojej mocy. Tacy ludzie się czasem trafiają i nie warto psuć sobie na nich nerwów. Zastanawia mnie czy są takie na co dzień, no wiesz w domu i tak dalej. -Zaśmiał się.
-Byłem z nimi przez ponad 10 lat w jednej klasie więc, już się w miarę przyzwyczaiłem.
-Do takich rzeczy nie da się przyzwyczaić... -Chciał zgrywać silnego ale chyba coś mu leżało na secu bo miał taka minę jakby miał zaraz się rozpłakać. -Wiesz... -Nabrał dużo powietrza w płuca. -Przez właśnie takie osoby w zasadzie się przeniosłem... Miałem kilka nieprzyjemnych sytuacji. -Śmiał się jednak jego oczy były całe zaszklone. Ciekawe dlaczego tak reaguje... Czyżby tamci ludzie zrobili mu aż tak wielką krzywdę? -Za każdym razem kończyło się tym, że to moja wina bo to ja wszystkich prowokowałem i takie tam... Najbardziej mnie w tych sytuacjach dotykało to, że moi rodzice mi nie wierzyli aż do momentu kiedy... Ach!! Zapomniałem! -Przerwał nagle. -Yyyyyy... To idziemy do Macka?
-No tak, mówiliśmy na początku.- Zdziwiłem się.
-Ach tak? -Zaśmiał się zażenowany. -Przepraszam zapomniałem. -Coś mi się wydaje, że ten temat jest jeszcze bardziej drażliwy dla niego niż dla mnie. W zasadzie dobrze, że z mienił temat bo mi też zaczęła się udzielać nieprzyjemna aura.
Nie wiedziałem, że człowiek wyglądać tak uroczo gdy się martwi. Znowu o nim myślę... Ale ten jego zapach, ciepło sprawiały, że marzyłem o tym aby go dotknąć, przytulić, zrobić takie rzeczy, których nigdy by nie zapomniał. Ciągle mnie prześladuje tylko to, że to chłopak ale ja naprawdę nie wytrzymam długo. Nie chcę tak....
Wstałem i zacząłem się pakować, pościeliłem łóżko i gdy już miałem się żegnać chłopak załapał mnie za nadgarstek. Zamarłem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz