Witam na moim blogu!
Po pierwsze chcę powiedzieć, że bardzo się cieszę. Nie na co dzień widzi ktoś moje wypociny. Posty będę się starała zamieszczać regularnie. Pewnie nie są za dobre ale robię to dla własnej satysfakcji, chociaż wszelkie uwagi są jak najbardziej mile widziane. No to chyba tyle! Mam nadzieję,że spodoba wam się!
Psychopata
Obudził mnie irytująco dzwoniący budzik, który dzwoni co najmniej pięć razy w tygodniu o tej samej porze. Wstałem i jak co dzień udałem się do łazienki, aby przeczesać włosy, które i tak zawsze są rozczochrane z nieznanego mi powodu. Umyłem zęby, ubrałem mundurek i zeszedłem na dół na śniadanie. Po posiłku udałem się do szkoły no i znowu to samo. Wszyscy mnie ignorują, w zasadzie moje życie nie należy do ciekawych.
Nie mam przyjaciół żeby z nimi gdzie ktokolwiek wychodzić. Może to dlatego mnie nie lubią bo jestem za cichy?
-Proszę wstać.- Powiedział nauczyciel wchodząc do klasy razem z jakimś chłopakiem. -Witajcie. Chcę wam przedstawić nowego kolegę, będzie on uczęszczał od dziś z wami do kasy. Przedstaw się proszę. -Powiedział patrząc w kierunku chłopaka.
-Hej, nazywam się Lee Hongbin. -Powiedział to w taki sposób jakby się w ogóle nie interesował zaistniałą sytuacją.
-A więc dobrze Lee, usiądź w tamtej ławce. -Powiedział nauczyciel wskazując na miejsce za mną.
W zasadzie to nie chciałem żeby tu siadał. Wyglądał na osobę, która kpi ze wszystkiego i wszystkich, był za to bardzo przystojny. Miał ciemne czekoladowe włosy, każdy kosmyk uciekał w inna stronę lecz pasowało mu to. Oczy były jak czarna dziura , która pochłania wszystko i wszystkich. Jego skóra była jak płatki śniegu. Taka delikatna i jasna, chciałbym móc jej dotknąć i zobaczyć jak bardzo jest miękka i gładka. Usta natomiast miały idealny kształt a ich kolor kojarzył mi się z kwiatami wiśni ciekawe jak smakują.
"O czym ja do cholery myślę?! Przecież to chłopak." Krzyczałem w myślach na samego siebie.
Lee wziął swoją teczkę i udał się do ławki wskazanej przez nauczyciela. W pewnym momencie nasze oczy się spotkały, poczułem jak moje policzki przybierają rumianego koloru i było tak jak sądziłem jego ciemnie oczy pochłaniały mnie niczym czarna dziura. Nie wiem czy dobrze zauważyłem ale on chyba też się zaczerwienił. W ty momencie przestał wyglądać na chuligana, zamienił się w słodkiego nieśmiałego chłopca ,któremu gdy powie się komplement nie wie jak odpowiedzieć i uśmiecha się niezdarnie.
Chłopak położył swoją teczkę przy biurku i zaczął się rozpakowywać. Prze całą lekcje nie mogłem się skupić, ciągle myślałem o tym że tak piękna osoba za mną siedzi. Czułem jego wzrok na moim karku. Prawdopodobnie tylko mi się to wydawało, ale bardzo chciałbym aby była to prawda. W czasie lekcji zacząłem się zastanawiając jak wyglądają związki męsko męskie. Czy to różni się od normalnego związku? Bo przecież nie jest to normalna sytuacja. W zasadzie nawet nie wiem czy się zakochałem, szczerze bym tego nie chciał. Boję się wzroku tych wszystkich ludzi, którzy by na mnie patrzyli po dowiedzeniu się całej prawdy o mnie. Bałbym się również słów wypowiedzianych prze ojca.
Jest on bardzo surowym człowiekiem, jest wierny swoim przekonaniom za wszelką cenę. Kiedy byłem mały nie spędzałem z nim wiele czasu. Sam nie wiem czy nie lubiłem z nim rozmawiać czy może przytłaczał mnie swoją osobą, nawet jakbym chciał porozmawiać to nie było żadnych tematów do rozmowy. Jako dziecko nie byłem skory do rozmów. Nie lubiłem tłoków. Starałem sprawiać jak najmniejszy zawód. Nie lubiłem jak ktoś mi się narzuca, więc i ja starałem się tego nie robić. Z resztą, ojciec zawsze uważał mnie za jakiś niewypał, więc nie przejmowałem się jego krytyką, chociaż czasem powiedział coś co mnie zabolało. W takich momentach zamykałem się w moim pokoju i starałem się uspokoić. W tym celu zawsze zakładałem słuchawki i puszczałem muzykę klasyczną. Na co dzień jej nie słuchałem, ale w takich sytuacjach potrzebowałem jej jak narkoman ,który stara się odstawić amfetaminę.
Kiedyś gdy wracałem późnym wieczorem ze szkoły, zostałem napadnięty i brutalnie pobity przez prawdopodobnie czwórkę mężczyzn. Mówię prawdopodobnie bo byłem w takim szoku, że nie pamiętam nic z tamtego momentu. Wiem tylko, że upadłem z wielkim hukiem na ziemie. Czułem też wielki ból w okolicy głowy, brzucha, kolan i pleców. Jetem święcie przekonany, że w tedy zemdlałem, bo po jakimś czasie obudziłem się w łóżku szpitalnym. Jedynej rzeczy nie zapomnę do końca swojego życia to wzrok mojego ojca mówiący: "Co ty baba jesteś żeby się tak pobić? Co z ciebie za dziecko? Ty masz być moim synem?".
Nagle zrobiło mi się bardzo przykro. Do oczu napłynęły mi łzy. "No cóż, było minęło."- pomyślałem. Teraz staram się nie zwracać na to uwagi, no bo po co, żeby sobie życie uprzykrzać? Jestem ciekawy czy Lee dałby radę ze mną coś zrobić, żebym otworzył się tak jak inny ale jak się tak zastanowić to dla mnie to nie jest osiągalne.
-Jezu! Znowu to samo!- Krzyknąłem poirytowanym głosem, gdy przypomniałem sobie o tym że znowu o nim myślę. Tylko zapomniałem się trochę... Trwała lekcja. Wszystkie oczy były skierowane na mnie. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
-Leo? Wszystko w porządku? -Spytał nauczyciel, ściągając lekko okulary ze swojego nosa.
-Yyy... -Wstałem szybko. -T-tak! Ja, ja tylko... Kolejny raz... Zadanie źle zrobiłem.- Zacząłem się jąkać. Starałem kłamać jak najlepiej ale wychodziło mi to.
-Czyżby? -Spytał nauczyciel. -A wiec jeśli tak to proszę zostań na dodatkowej lekcji. Omówimy ten problem, dobrze?
-Jasne. -Odparłem cicho i czym prędzej usiadłem spuszczając głowę w taki sposób, aby nikt nie widział mojej twarzy.
W klasie zapanował gwar. Nauczyciel starał się uspokoić klasę a ja w tym momencie myślałem że spłonę ze wstydu. Na szczęście zadzwonił dzwonek.
Zacząłem się pakować i gdy już miałem wychodzić z klasy usłyszałem jak ktoś o mnie mówi:
-Nie rozumiem tego chłopaka! Nie wiem o co mu chodzi ale wydaje się być dziwny.
-Tak! Mi to się wydaje, że ma jakieś kłopoty ze sobą. Nie wiem, może jakieś zaburzenia osobowości albo coś w tym stylu.
-Możliwe... Mama mówiła żebym z nim nie rozmawiała bo okaże się że jeszcze jakiś zboczeniec. W zasadzie zawsze się go bałam.
Oparłem się o ścianę nie wiedząc co mam powiedzieć. Zabolało mnie to chyba jeszcze bardziej niż zachowanie mojego ojca.
Chciałem wybiec szybko, bo jeszcze trochę a rozpłakałbym się na miejscu ale nagle usłyszałem czyjś głos:
-Ei! Dziewczyny? Wy znacie tego chłopaka dobrze? -Zapytał męski głos.
-W zasadzie chodzimy z nim do klasy od podstawówki ale... Nikt się z nim nigdy nie zadawał.- Powiedziała dziewczyna.- Nigdy nie miał kolegów. Wszyscy mówią że pochodzi z rodziny patologicznej! Mówią też że jest nieobliczalny, zresztą sam widziałeś na lekcji.- Zaczęła się śmiać.
-Rozumiem... -Powiedział po krótkiej pauzie.
-Chłopak jest po prostu dziwny i lepiej się od niego trzymać z daleka. -Mówiła o mnie jak o jakimś przestępcy.
-Nie jest ci wstyd? -Zapytał twardo.
-Niby dlaczego ma mi być wstyd? - Zaśmiała się arogancko pod nosem. -Ja tylko mówię co usłyszałam. Poza tym, jakby Leo się tak nie zachowywał to nikt by nic nie mówił.
-Nie rozumiem was... Rozmawiacie na temat człowieka, którego nie znacie. Osądzacie go. Gadacie bzdury na jego temat. Wy nie macie sumienia, żeby takie rzeczy robić czy co?
-A ty co? Obrońca praw człowiek? Rdzę ci skończyć. Jesteś nowy wiec nie znasz nikogo i dzięki niewielkiej pomocy możesz skończyć jak kolega, którego tak bronisz. Nie chcemy raczej żeby coś takiego się stało, prawda?- Szeptała nieznajomemu do ucha. -Więc radze ci uważać z kim zadzierasz. Masz bardzo ładną buźkę, wiesz? Wielką szkodą było by jakby ci się coś z nią stało nie? Więc radze ci odczep się od niego. -Powiedziała ostro i chyba odeszła razem z innymi, bo usłyszałem tupot.
Stwierdzając, że nikogo już tam nie ma, postanowiłem wyjść z ukrycia.
Nagle na kogoś wpadłem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz